Fotel przy kominku

Temat:
* jeśli dotknę czegoś prawą ręką, to lewą również muszę.
* noszę zegarek na prawej ręce i tarczą do dołu, choć jestem praworęczna
* potrafię słuchać jednej piosenki non stop bez przerwy
* przed snem muszę pomyśleć o czymś miłym, bo po przeczytaniu/obejrzeniu horroru/thrilleru boję się, że będę miała koszmary. O.o
* obgryzam paznokcie
* zakochuję się w książkowych bohaterach
* fascynacja niektórymi książkami może się u mnie ciągnąć miesiącami
* skreślam w kalendarzu każdy dzień, nawet jeśli nie odliczam do jakiegoś szczególnego, po prostu muszę to zrobić
* przynajmniej raz dziennie muszę dodać zdjęcie na photoblogu, wejść na pudelka, lansika i swojego bloga.
* i jestem uzależniona od czytania basha xD
Źródło: strangeworld.fora.pl/a/a,57.html



Temat: Pokaż co dziś nosisz na nadgarstku!

Witam,
W oczekiwaniu na Parnisa, ciagle:

Widzę, że na lewą rękę ją przełożyłeś?
Witam,
A dlaczego Tu akurat jest na prawej (jakos tak kiedys zaczalem nosic tu zegarki i tak zostalo - odmieniec )

Wybacz, ja leworęczny jestem, stąd ten czeski błąd.
Źródło: chinawatches.fora.pl/a/a,16.html


Temat: [ Zabawa ] A czy B ?
Oczywiście ze innych

Zegarek na prawej czy lewej ręce
Źródło: nonamein.net/forum/viewtopic.php?t=644


Temat: Prawda czy fałsz ? ;)
kisiel

Czy osoba niżej nosi zegarek na lewej ręce czy na prawej ? : )
Źródło: cs-serwery.pl/viewtopic.php?t=1241


Temat: PIERWSZY SUM
Pewnego sierpniowego dnia zakupiłem dwa pudełka robaków (białe i pinkę) w celu stosownego przygotowania się na poranną wyprawę na leszcze. Szykowała mi się nocna praca twórcza i liczyłem, że skończę przed świtem, tak aby o świcie znaleźć się już nad rzeką. Ale jakoś tak się szybciej uwinąłem i kiedy zegar pokazał trzecią, byłem gotów.

Nad wodą wylądowałem piętnaście minut później, z trudem i prawie po omacku rozłożyłem dwa feederki, założyłem robale i sru! Ten lżejszy pod brzeg, a ten cięższy (koszyk 60 g) prosto w nurt. Ten pierwszy miał świetlik, ten drugi - kołowrotek z wolnym biegiem. Ustawiłem wszystko i siadłem, żeby napić się kawy i zapalić papierosa (wiem, brzydki nawyk, ale pierwszy papieros nad rzeką smakuje mi od zawsze i chyba już zawsze będzie mi smakował).

Nie zdążyłem nawet dobrze wsłuchać się w ciszę, kiedy wolny bieg zaterkotał cichutko przez krótką chwilę. Siedziałem spokojnie; tak szybko ryby nie biorą, nie o trzeciej piętnaście w nocy, nie w nurcie, nie przed skończeniem pierwszego papierosa! To pewnie gałąź, z nurtem niesiona, bóbr, albo źle wyregulowany wolny bieg i nurt żyłkę wybiera... Paliłem dalej, a kołowrotek zamilkł.

Po chwili - znowu terkotanie, jakieś takie jednostajne, powolne. "Cholera, to jednak gałąź" pomyślałem ze złością. Niechętnie zgasiłem papierosa w pustej puszce po jakiejś konserwie (puszka nie była moja, znalazłem nad rzeką; pewnie zabiorę ze sobą razem z innymi śmieciami i wyrzucę do kosza). Podchodzę do wędki, wyjmuję ją z uchwytu i powoli, żeby nie zerwać żyłki, kręcę korbką kołowrotka, w nadziei, że gałąź się odczepi od mojego zestawu i nie będę go nawet musiał wyciągać.

Zrobiłem może z dziesięć obrotów, kiedy żylka, która powoli schodzila pod "mój" brzeg, nagle ruszyła w główny nurt. "Gałęzie tak nie robią..." pomyślałem niepewnie i lekko zaciąłem. Najpierw myślałem, że trafił mi się zaczep, bo kij się wyprężył i ani rusz dalej. Ale po chwili "zaczep" zaczął pruć pod przeciwległy brzeg! Delikatniuśko podkręciłem hamulec i zaczynam zwijać żyłkę. Idzie jakoś tak powoli, z lekkim oporem, ale bez najmniejszego szarpnięcia. "Pewnie śpi jeszcze ten mój leszcz" myślę sobie, ale kiedy ryba jest już prawie u moich stóp, schodzę do wody na piaszczystą płyciznę, patrzę w wodę i...

Na piachu, w wodzie głębokiej na dziesięć centymetrów, tuż u moich stóp siedzi w wodzie sum i patrzy na mnie (słowo daję!) z wyrzutem. Jakby chciał powiedzieć: "człowieku, co ty tu robisz o tej godzinie?" Kucam ostrożnie i próbuję go podebrać ręką. Jest co najmniej tak samo zdziwiony jak ja, bo za czwartą próbą łapię go delikatnie dwoma palcami lewej ręki pod prawą pokrywę skrzelową i unoszę powoli do góry. Siatka jeszcze nie jest zainstalowana, więc odkładam wędkę i po omacku sięgam za plecy. Po chwili sum ląduje w siatce. Przykładam rybę do miarki na wędce - zaznaczyłem sobie jeden wymiar, 45 cm, ale nie ma tyle; brakuje jej jakichś pięciu centymetrów.

Mimo tego ryba ląduje w siatce - to mój pierwszy w życiu sum, a ja nie mam aparatu, więc muszę poczekać do jakiejś przyzwoitej godziny, zadzwonić do żony, żeby przyszła i przyniosła aparat. Do czwartej jest cisza i spokój, a potem zaczynają brać małe jazgarze i nieco większe leszcze. Wszystkie lądują w siatce, bo nie lubię wyciągać w ciągu jednego dnia dwa razy tej samej ryby. Wreszcie koło ósmej dzwonię i za pół godziny jest moja żona, z psem i aparatem. Z dumą wyciągam siatkę z wody, a tam... sum i trzy największe leszcze.

- Przecież było tu jeszcze z dziesięć jazgarzy... - mruczę z konsternacją.
- Wiesz, a może to tak jak w tym dowcipie o śliwkach? - podpowiada mi żona. - Dzwoni facet do sklepu warzywnego i mówi z pretensja w głosie: "Wysłałem do was syna, miał kupić dwa kilo śliwek, przyszedł do domu, zważyłem śliwki i... jest tylko kilogram!". A sprzedawca spokojnym głosem odpowiada: "A syna też pan zważył?"

Więc wyciągam suma z siatki i bacznie mu się przyglądam. Wygląda na silnie zadowolonego (jeśli wiecie, co mam na myśli) i najedzonego.
- Dawaj aparat - mówię do żony. - Śniadanie zjadł, to niech wraca do mamy...
Żona wyciąga aparat i szykuje się do zrobienia zdjęcia. Ona się szykuje, sum się wić zaczyna, mnie się łapy trzęsą, aż w końcu ona mówi:
- Koledzy na forum będą musieli ci uwierzyć na słowo. Baterie się skończyły...

Powoli wsadzam suma do wody. Odpływa leniwie i jakby niechętnie. Może liczył, że złowię coś jeszcze i zaliczy od razu obiad? A ja patrzę za nim i powoli podejmuję decyzję: w przyszłym sezonie postaram się złowić suma z pełną świadomością tego, co robię, a nie na pęczek białych robaków, jako przyłów do leszczy i jazgarzy...
Źródło: wedkomania.pl/forum/viewtopic.php?t=566